HISTORIA JEDNEJ FOTOGRAFII (odc.3): Chris Niedenthal

„Student z Łodzi”.
18-go lutego 1981 roku w Łodzi zakończył się najdłuższy strajk okupacyjny studentów w Europie. Uczestniczyło w nim ok. 10 000 osób. Po 29. dniach negocjacji udało się zarejestrować pierwsze Niezależne Zrzeszenie Studentów. Akcja „Solidarnego czekania”, rozpoczęta na początku stycznia, polegała na okupowaniu budynku wydziałów Uniweu Łódzkiego po zakończeniu zajęć…

Studenci domagali się m.in.: zniesienia przymusu nauki języka rosyjskiego i przedmiotów indoktrynacyjnych, zniesienia cenzury w wydawnictwach naukowych, prawa do swobodnego wyjazdu za granicę, uwolnienia więźniów politycznych oraz ukarania winnych stłumienia protestów robotniczych w grudniu 1970 r. Kolejne uczelnie w Polsce dołączały do protestów, aż wreszcie władze PRL podpisały tzw. Porozumienie Łódzkie.
W kalendarium MSW, powstałym w 1989 r., wydarzenia te wymieniane były jako jedna z 10. przesłanek wprowadzenia stanu wojennego.

Add a little bit of body text (1)

Rozmowa z Bogusławem Święcickim, ur. w 1960 r., uchwyconym na zdjęciu Chrisa Niedenthala, podczas protestów studenckich w Łodzi w 1981 r.

- Kim byli młodzi studenci, którzy zapoczątkowali strajki na Uniwersytecie Łódzkim?
Część osób pochodziła ze środowiska katolickiego, z duszpasterstw akademickich, dla których pewna niezależność i otwartość dyskusji była naturalna. Druga część, była związana ze środowiskami opozycyjnymi i ja jedną z takich osób byłem. W moim domu rodzice słuchali informacji Radia Wolna Europa, Radia Waszyngton. Wspólnie z nimi rozmawialiśmy o wydarzeniach, o których tylko z tego źródła można było się dowiedzieć. Moim pierwszym zaangażowaniem po stronie opozycji, jeszcze w czasach licealnych, była dystrybucja bibuły.

- Nie bał się Pan? Wcześniej były doświadczenia strajków w marcu 1968 roku…
Starsi koledzy raczej opowiadali o wydarzeniach z 1976/77 roku. Protesty w Ursusie, powstanie KOR, później o śmierci Pyjasa, ale nie było strachu. Kiedy wzywano mnie do UB, to nie byłem sam. Miałem wsparcie osób doświadczonych, którzy mówili mi, jak wyglądają przesłuchania, jak się powinienem zachować. Ostrzegali -„nie podpisuj!”. Nie było w nas pokory, bo wiedzieliśmy, że jesteśmy zatrzymywani niesłusznie.

- Szacuje się, że w momencie rozpoczęcia strajków po stronie opozycji było najwyżej 20 proc. studentów. Skąd ostatecznie wzięła się siła i wiara w powodzenie Niezależnego Zrzeszenia Studentów?
Najpierw był sierpień ‘80. Normalną rzeczą było, że skoro powstał Niezależny Związek Zawodowy Pracowników „Solidarność”, to powinien powstać taki sam związek studentów. Już na pierwsze spotkanie komitetu założycielskiego przyszło prawie 100 osób. Byłem jednym z ludzi, który wszedł w skład komitetu założycielskiego NZS PŁ . Socjalistyczny Związek Studentów Polskich był odbierany bardzo negatywnie, jako sterowany i partyjny. NZS swoją działalność rozpoczął dość szybko, bo w pierwszych dniach października 1980 r., czyli od początku roku akademickiego. Niestety zwlekano z jego rejestracją, co było jednym z powodów ogłoszenia strajku.

- Jaka była Pana rola podczas strajku?
Studiowałem na wydziale Elektrycznym na Politechnice Łódzkiej. Tam byłem członkiem komitetu strajkowego oraz pełniłem rolę łącznika, który przekazywał komunikaty między uczelniami i komitetami negocjacyjnymi, również na uczelniach w Warszawie czy w Krakowie.

- Czy „Solidarność” i jej tworzenie była sama w sobie celem, czy chodziło jedynie o spełnienie postulatów studentów?
Ludzie chcieli mieć prawa i dlatego już wcześniej działali i organizowali się w formach mniej lub bardziej dopuszczalnych przez ówczesne prawo.
W sierpniu ’80 wielu z nas wspierało i brało udział w ogólnopolskich strajkach. Chcieliśmy tego samego, co „Solidarność”.

- Miał Pan świadomość, że bierze udział w czymś wielkim, a nie tylko w tworzeniu kolejnego związku?
Oczywiście, wiedziałem, że jest to cezura w historii. To był początek pewnej wolności. Miałem świadomość, że dzieje się coś naprawdę wielkiego.

- Jaka była Pana reakcja na to, że strona rządowa zgodziła się na spełnienie postulatów?
To była ulga i sukces. Po prawie miesiącu okupacji uczelni byliśmy potwornie zmęczeni. Mieliśmy wsparcie władz uczelni. Ważna była również duża życzliwość ze strony wykładowców i ludzi nas wspierających. Zdjęcie Chrisa Niedenthala, na którym zostałem uchwycony, musiało zostać zrobione
w pierwszym tygodniu trwania okupacji UŁ, bo wieszaki były pełne kiełbas. Wtedy jeszcze mieliśmy jedzenia pod dostatkiem. Później ofiarność nie była tak duża i wieszaki były puste. Oczywiście, jeżeli byłaby taka potrzeba, to dalibyśmy radę strajkować dłużej, ale radość, że wreszcie udało się uzgodnić i podpisać wszystkie postulaty była ogromna!

- Widział Pan zainteresowanie mediów tymi protestami?
Ciągle byli obok nas dziennikarze. Na początku bardzo nobilitowała nas obecność mediów – szczególnie zagranicznych. Później to była już codzienność. W „Historii jednej fotografii” Chris Niedenthal mówi, że pozowałem. Obecność fotoreporterów nie była dla mnie zaskoczeniem i ja nie pozowałem. Ta sytuacja w szatni, to był jedynie ułamek sekundy, który Chris Niedenthal uwiecznił. Na jego zdjęciu pojawiłem się zupełnie przypadkowo i z innego powodu, niż myślał do tej pory autor zdjęcia. Poszedłem tam po prostu, bo byłem głodny (śmiech).

- Jak pan trafił na zdjęcie Chrisa Niedenthala?
Mój kolega przeglądał album „Wybrane fotografie 1973-1989”. Rozpoznał mnie i przesłał zdjęcie, na którym byłem. Pomyślałem, że jest to kolejne zdjęcie odgrzebane z czasów studenckich. Dopiero później dowiedziałem się, że ten album to nowość wydawnicza, a dodatkowo jest zaplanowany wernisaż zdjęć Chrisa Niedenthala, dla którego do tej pory te fotografie również nie były znane. Postanowiłem pojechać do Warszawy i przedstawić się autorowi. Traktuję to zdjęcie bardzo osobiście. Uważam, że każdy mógł być na moim miejscu, a to jednak do mnie uśmiechnęło się szczęście.

1_B.Swiecicki_10.01.2015_r._aut._Przemyslaw_Hoff-Mankows

- Czy fotografia – Pana zdaniem – jest dziś dobrym sposobem na przekazywanie wiedzy o historii młodym ludziom? 
- „Wybrane fotografie 1973-1989” to genialny album, który daje możliwość opowiedzenia historii innymi słowami. Każdy, widząc te zdjęcia i przypominając sobie różne zdarzenia, opowiada to, co sam czuł i widział. Czym innym jest przeczytać 500 stron z podręcznika historii i nie do końca rozumieć ciągu wydarzeń, a czym innym jest mieć takie fotografie i osobę, która może nam opowiadać o tym, co pamięta z dokumentowanych zdarzeń.

- Wracając do strajku studentów uczelni łódzkich – jedno z haseł głosiło wtedy: „Nie chcemy seryjnej produkcji magistrów” – co to oznaczało?
Studia były dla nas seryjną maszynką, według kryteriów ustalonych przez PZPR, w której nie można było wybrać dodatkowych fakultetów. Brakowało swobody myślenia, wolności słowa. Wśród postulatów, które zostały zrealizowane po podpisaniu Porozumień, był m.in. zapis 1/3 uczestnictwa studentów w Senacie
i Radach Wydziału. Od tej pory wiele władz uczelni było wybranych dzięki głosom studentów. Studenci wywalczyli swoją podmiotowość. To był namacalny efekt strajków. Na Politechnice Łódzkiej udało się nam np. legalnie zorganizować zajęcia prowadzone przez Andrzeja Czumę.


Na zdjęciu Bogusław Święcicki,
podczas wernisażu Chrisa Niedethala
„Wybrane Fotografie 1973-1989” w Ney Gallery&Prints
10-go stycznia 2015 r. http://neygalleryprints.pl/
zdj. Przemysław Hoff-Mańkowski 

- Co, Pana zdaniem, zostało z pokolenia „Solidarności”?
To pokolenie istnieje i jest namacalne teraz. W moim roczniku i jego okolicach działali już wtedy: Cezary Grabarczyk – dziś minister sprawiedliwości, Maciej Jankowski – wiceminister obrony narodowej, Marek Cieślak – wiceprezydent m. Łodzi, Jacek Michalak – wiceprezes polskiej firmy, z branży materiałów chemii budowlanej, o międzynarodowym zasięgu, Piotr Kociołek – biznesmen. Ci ludzie byli aktywni podczas strajków NZS i dzięki zaangażowaniu i umiejętności organizacji, dalej osiągają sukcesy.

*Bogusław Święcicki, w 2011 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi w działalności na rzecz  przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej. Od 1977 r. zajmował się kolportowaniem wydawnictw bezdebitowych, m.in. „Pulsu” i „Opinii”, a także książek Miłosza oraz innych materiałów niezależnych wydawnictw. W 1980 r. wraz z innymi osobami, m.in. Piotrem Kociołkiem, Marianem Wróblewskim, Dariuszem Walasem, Bartoszem Wieczorkiem był założycielem NZS Politechniki Łódzkiej. Współorganizował również wszystkie strajki studenckie na PŁ. Współzałożyciel biuletynu NZS PŁ „Jeż”, a także kolporter „Solidarności Walczącej” oraz organizator akcji ulotek „Katyńskich” i rocznicowych – „13 grudnia”. Wraz z Iwoną Tomaszewską i Tomaszem Tylką w 1983 r. wydawał komiks Jacka Fedorowicza „Solidarność – 500 pierwszych dni”. W strukturach podziemnych NZS działał do roku 1986. Był przesłuchiwany przez SB ok. 10 razy.

Rozmowę przeprowadziła Magdalena Śniegocka, Centrum Myśli Jana Pawła II.